niedziela, 17 grudnia 2017

Turysyka zimowa czyli w czym poruszać się po śniegu.



Jest zima i jak co roku wybieramy się na bliższe lub dalsze wycieczki górskie. Czy musimy się jakoś do tego przygotować? Co ze sobą zabrać by sprawnie móc poruszać się po śniegu?






Nie będę rozpisywał się o szpeju ogólnym, typu plecak, buty, spodnie czy kurtka. Na ten temat jest wiele artykułów jak chociażby ten
 https://www.goryonline.com/co-zabrac-zima-w-gory-,13075,i.html







Skupię się tylko na tym co należy mieć na nogach a dokładniej pod butami aby móc sprawnie poruszać się po śniegu.
A właśnie... Śnieg co to jest? Każdy odpowie że jest to po prostu zamarznięta woda w postaci płatków śnieżnych o niepoliczalnej konfiguracji.






Mało kto wie że Eskimosi są w stanie ponoć rozróżnić ponad 200 rodzajów śniegu. 
 Jednak nie ma sensu znać ich wszystkich. 

Najpierw poznajmy sposoby w jaki sposób powstaje śnieg a dokładniej jak pada.



 Następnie poznajmy rodzaje śniegu jaki powstaje po takim opadzie.






A oto podział śniegu z punktu narciarskiego punktu widzenia. Dodam, że podobnie śnieg zachowuje się pod rakietami śnieżnymi.




Puch Nie będę oryginalny. Puch rządzi. Z tą tylko różnicą, że bardzo wielu ludzi i portali używa modnej nazwy „puch” („idziemy na puch”, „jazda w puchu”, „puchowy raj”), kiedy tak naprawdę nigdy w puchu nie jeździli, ani nawet go nie widzieli. Jeżdżąc poza trasami od ponad 10 lat – w prawdziwym puchu przejeździłem maksymalnie kilka dni: jeśli miałeś okazję jeździć w prawdziwym puchu po pas albo głębszym – jesteś szczęściarzem. Co ciekawe, jazda w prawdziwym puchu nie wymaga dużych umiejętności technicznych: jeśli masz odpowiednie narty – po prostu płyniesz w śniegu bez większego wysiłku. Istnieje tylko zagrożenie lawinowe o którym trzeba pamiętać.
Zsiadły puch Kiedy puch poleży kilkadziesiąt godzin, nie ma wiatru i nie świeci na niego słońce – śnieg zapada się pod własnym ciężarem i tworzy się zsiadły puch. Jest go istotnie mniej (np. po opadzie 20cm na drugi dzień jest tylko 10-15cm zsiadłego puchu) i jest cięższy od świeżego puchu, ale w dalszym ciągu fajnie się w nim jeździ. Po jeździe w zsiadłym puchu widzisz dużo wyraźniej swój ślad, niż ma to miejsce w świeżym puchu.
Gips Kiedy na puch powieje wiatr, albo już w czasie opadu mocno wieje – tworzy się gips. Jest dużo bardziej zbity i ciężki niż puch, ale da się w nim fajnie jeździć pod warunkiem nabrania istotnej prędkości i mocnych kolan. Jeśli jeździsz po gipsie, a w pobliżu jest las – warto rozważyć wjechanie do niego: jest poważna szansa, że w lesie nie wiało tak mocno i nie ma gipsu, a zamiast niego jest puch lub zsiadły puch.
Lodoszreń Jeżeli za dnia świeci słońce, a nocą panuje mróz, tworzy się szreń. Jeżeli takie warunki panują wiele dni z rzędu, a warstwa szreni jest wystarczająco gruba, żeby cię utrzymać bez zapadania się głąb – też można po takim śniegu fajnie pojeździć. Pod lodoszrenią jest zsiadły puch, ale wcale nie chcesz się do niego dostać. Jeśli szreń jest gruba – dobrze wybierać takie stoki, które złapały trochę słońca i ją zmiękczyły. Często takie warunki są zbliżone do ubitego śniegu na stokach narciarskich. Dają dobre trzymanie w zakrętach.
Firn Firn to małe, nieregularne, mokre grudki lodu – występuje często na lodowcach. Nadaje się całkiem dobrze do jazdy, występuje zarówno na trasach jak i poza nimi. Typowo wiosenny śnieg.
Ubity Czym jest ubity śnieg – każdy wie. Występuje na przygotowanych trasach narciarskich. Da się po nim jeździć szybko, można uprawiać funcarving, body-carving, itd. W tej tabelce jest to też dla mnie punkt decydujący. Jeśli właśnie leży rodzaj śniegu będący powyżej tego miejsca w tabelce – wolę jeździć poza trasą, jeśli jest poniżej – wolę zostać na trasie.
Sztuczny ubity To samo co powyżej, ale cokolwiek bardziej mokry, ciężki i grudkowy. Po ubiciu jest w sumie podobny do zwykłego śniegu ubitego, ale jest trochę od niego wolniejszy.
Mokry Ciężki, nasiąknięty śnieg na skutek dodatnich temperatur przez pewien okres czasu. Niezbyt przyjemny do jazdy. Jazda poza trasą wymaga siły fizycznej, wymaga dużo podskoków i dostawiania nart. Mokry śnieg jest wolny, klei się do nart i mocno utrudnia trawersowanie gór.
Szreń łamliwa Tu zaczynają się poważne schody… Szreń łamliwa tworzy się identycznie jak lodoszreń, ale krócej: w dzień świeci słońce i roztapia warstwę, w nocy mróz mrozi i tak przez kilka dni. Na górze tworzy się twarda warstwa, a pod spodem jest miękko. Szreń łamliwa jest na tyle wytrzymała, że nie łamie się przy jeździe na wprost, ale załamuje się przy kantowaniu i skrętach. Jazda na szreni łamliwej przestaje być dla mnie przyjemnością, a zaczyna być walką o przetrwanie.
Lód Jeździliście 20 lat temu na Nosalu na samej górze? Jak nie, no to nie wiecie, co znaczy prawdziwy lód na stoku… 😉 Lód, jak sama nazwa wskazuje, to po prostu kurewsko twarda, nie załamywalna warstwa, do której potrzebujesz krawędzi ostrych jak brzytwa. Przy nieostrych krawędziach narta nie daje oporu bocznego i ślizga się swobodnie – dlatego na lodzie łatwo stracić równowagę, a upadek nie należy do przyjemnych. Lód występuje też w dzikich terenach, np. wiosną w zacienionych wąwozach i rynnach na lodowcach. Jeśli występuje poza trasą, jazda jest bardzo niebezpieczna nie tylko ze względu na uraz przy upadku, ale też przez niemożność zatrzymania się i niekontrolowany ześlizg po stoku. Przy podejściach turowych po lodzie potrzebujesz harszli. Po jednym dniu jazdy na lodzie, z reguły twoje krawędzie wymagają ponownego ostrzenia.
Zawiesina Kiedy głębokiego śniegu jest dużo, ale temperatura przez wiele dni i nocy grubo przekracza zero po dodatniej stronie, ze śniegu tworzy się wodno-śnieżna zawiesina – koloid, która nie daje żadnego oporu bocznego. W takiej zawiesinie jazda na nartach jest po prostu niemożliwa: niezależnie od tego jak ustawisz nartę – zsuwa się ona w dół po najkrótszej drodze, bez możliwości kantowania ani ustawienia kierunku. Jeśli zawiesiny jest grubo – po tym jak włożysz w nią nartę, zawiesina zalewa nartę od góry.


Skoro już jesteśmy mądrzejsi to kolejnym krokiem jest zapoznanie się z rodzajami jakie niesie nagromadzenie śniegu czyli po prostu ze stopniami zagrożenia lawinowego.









I tak w zależności od rodzaju śniegu będziemy wstanie utrzymywać się na nim bez najmniejszego problemu bądź będziemy się ślizgali niczym na lodzie albo zapadli się po pas. Chyba nie muszę dodawać, że w takich warunkach wszelka wędrówka nie będzie ani łatwa ani przyjemna.






Ja sam byłem  w sytuacji kiedy to idąc po oblodzonym szlaku przeżyłem gdyż łapałem się tylko kosodrzewiny a 15 m wędrówka po zapadającym się szlaku zajęła mi ponad 40 minut. 





Co zatem zrobić aby nasza zimowa wycieczka była lekka i przyjemna a wyprawa górska kończyła się przejściem całej zaplanowanej trasy a nie odwrotem?

Poruszanie się w głębokim śniegu.





Mamy kilka sposobów na poruszanie się w głębokim śniegu.

  1. Poruszanie się gęsiego. 

    To jest metoda gdy poruszamy się  w większej grupie. Polega ona na tym, że pierwsza osoba, z reguły najsilniejsza , idzie pierwsza i toruje pozostałym drogę. Zadaniem pozostałych jest tylko i wyłącznie poruszanie się po już wydeptanych śladach. Ta metoda jest czasochłonna i wymaga od prowadzącego wydatkowania bardzo dużej energii. Fajnie jak ekipa jest zgrana i każdy z ekipy bierze na siebie ciężar torowania śladu. 

     

     

  2. Poruszanie się na rakietach. 

     


    Do bardzo popularny sposób znany głownie z książek i filmów o traperstwie.  Rakiety wykonane z drewna i sznurka.

     

     

    Ale to już przeszłość obecne rakiety śnieżne są wykonane ze współczesnych materiałów. Króluje tu plastyk, aluminium, wszelkiego rodzaju taśmy i sprzączki ale także guma czy silikony.  

    Ów sprzęt jest bardzo popularny u naszych południowych sąsiadów czego dowodzi następujący widok ze schroniska z Tatr Niskich.

     

      

    Na necie oraz w wypożyczalniach bardzo popularne są takie rakiety śnieżne. 

     

     Są dosyć proste i lekkie. Do zalet także można zaliczyć blokadę pięty a także podpórkę pod stopę ułatwiającą podchodzenie.

    Jednak do minusów należy zbyt mała ilość elementów zapewniających bezpieczne chodzenie po zlodowaciałej powierzchni. Rakiety mają tylko 6 wystających kolców.


     

    Kolejnym modelem jest model przeznaczony do chodzenia tylko po śniegu. 


    Ten model elementy ostre ma tylko na podbiciu.


    Ja w swojej kolekcji mogę poszczycić się rakietami MSR

     Charakteryzują się one szynami lodowymi położonymi wzdłuż całej długości rakiety. Bardzo unikalny i specyficzny jest mocowanie gdyż zamiast pasków i klamer mamy silikonowe taśmy i metalową sprzączkę. Jest to bardzo prosty system a jednocześnie niezawodny gdyż zlodowaciały śnieg nie jest wstanie pozapychać delikatnych otworków występujących w plastykowych zapięciach. Są to chyba jedyne na rynku rakiety, które maja możliwość przedłużenia np do poruszania się w kopnym śniegu. 



 .

 

 

W przygotowaniu 


  • Raki, raczki i inne nakładki na byty
  • Nart skiturowe oraz narty backcoutry








 










piątek, 3 listopada 2017

Primaloft czy Puch.

Sam przed latami stawałem przed tym dylematem. O ile warstwa ocieplająca w sezonie letnim w zupełności może ograniczać się tylko do materiału polarowego o tyle w miesiącach przejściowych a zwłaszcza miesiącach zimowych warstwa polaru jako warstwa ocieplająca to stanowczo za mało. Najpierw szukamy grubszego polaru, nawet do gramatury 300 g na m2 . Jednak okazuje się, że odzież zrobiona z takiego materiału jest stosunkowo ciężka ale przede wszystkim zajmuje bardzo dużo miejsca bo kompletnie nie posiada właściwości kompresyjnych. Dlatego kierujemy swoje kroki w kierunku lekkich materiałów kumulujących ciepło a które jednocześnie wspaniale kompresują się. I tak docieramy do dwóch pozycji: puch i primaloft.


Jak “działa” ocieplina

Śpiwór, kurtka zimowa, albo rękawice… Wszystkie te produkty dedykowane są niższym temperaturom. Potocznie mówi się, że nas “grzeją”, ale w rzeczywistości jedynie izolują od niekorzystnych warunków. Bo tak naprawdę nie należy oczekiwać, że będą one działać niczym domowy kaloryfer. Nie taka jest ich rola. Zadanie, które mają do spełnienia, polega na stworzeniu bariery umożliwiającej skuteczne zatrzymanie ciepła wytwarzanego przez organizm. Odpowiada za to specjalna warstwa, zwaną ociepliną.





odzież puchowa w góry

Puch, czyli co?

Nie wiemy kto i kiedy wpadł na ten patent. Pewne jest, że było to bardzo dawno, a pomysł o którym mowa spokojnie możemy zaliczyć do tzw. odkryć epokowych. Chodzi o wykorzystania ptasiego puchu (czyli drobnych piórek, które u ptactwa znajdują się przy samej skórze) jako ociepliny stosowanej w pościeli czy odzieży. Dawni “wynalazcy” raczej nie byli świadomi tego, dlaczego puch “grzeje”. Dziś już wiemy, że chodzi o kształt “pióreczek”, który zbliżony jest do kuli, oraz o ich mikrostrukturę – puch składa się z włókien przypominających haczyki. Taki układ sprawia, że nie ma on konkurencji w magazynowaniu powietrza, które jest dobrym i (co ważne) lekkim izolatorem.
We współczesnej odzieży czy śpiworach znaleźć możemy puch kaczy lub gęsi (uchodzi za lepszy). Jakość tego surowca definiowana jest przede wszystkim przez sprężystość, czyli stosunek objętości do wagi (jednostką jest cui, czasem też zapisywany jako cuin, będący skrótem angielskiego wyrażenia cubic inches). Zasada jest prosta – im wyższa liczba, tym lepszymi właściwościami izolacyjnymi legitymuje się produkt. Przeglądając specyfikację “puchówek” natknąć się możemy też na dwie liczby rozdzielone ukośnikiem (np: 90/10, 80/20… itp). W taki sposób podaje się proporcje puchu do pierza. Dlaczego szlachetny puch pomieszany jest z pospolitymi piórkami? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, nie da się w pełni oddzielić tych dwóch surowców, więc w misce puchu zawsze trochę pierza się znajdzie. Po drugie piórka, chociaż nie zapewniają dobrej izolacji, to pomagają puchowi się rozprężać, ale też pozytywnie wpływają na trwałość takiego wypełnienia. Nie należy jednak zapominać, co w tym duecie odgrywa główną rolę. W dobrych kurtkach czy śpiworach zawartość pierza powinna być więc symboliczna, a ponieważ oddzielenie go wymaga większego nakładu pracy, takie wyroby będę droższe.

Co to jest PrimaLoft?

Wydawać by się mogło, że natura dała nam surowiec niemal doskonały (pomimo starań naukowców, do dziś nie udało się stworzyć struktury równie dobrze magazynującej powietrze, co puch). No i być może nikt nie porywałby się na udoskonalanie tego, z czego od wieków korzystamy, gdyby nie jeden mały szczegół. Puch wyjątkowo źle znosi wilgoć. Namoknięty, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, traci wszystkie swoje izolacyjne właściwości. Do momentu całkowitego wyschnięcia staje się praktycznie bezużyteczny. To skłoniło naukowców do szukania rozwiązań alternatywnych. Pierwsze próby nie były zbyt udane. Przełomem okazało się wynalezienie ociepliny syntetycznej o nazwie PrimaLoft, na którą składały się mikrowłókna poliestrowe z niewielkimi szczelinami. Ich struktura pozwalała – tak samo, jak w przypadku puchu naturalnego – na magazynowanie powietrza. Era ocieplin syntetycznych rozpoczęła się w roku 1988, a sukces był owocem współpracy Departamentu Obrony USA i firmy Albany International Corporation. “Sztuczny puch” najpierw przeszedł “test bojowy” w armii, by po pewnym czasie wyruszyć na podbój rynków cywilnych.
Odzież z PrimaLoftem

PrimaLoft to ocieplina bardzo uniwersalna. Znaleźć ją możemy w odzieży, śpiworach, a także… obuwiu. (fot. 8a.pl)
Kategoria ta rozwija się dziś niezwykle dynamicznie. Dość powiedzieć, że sam oryginalny PrimaLoft występuje obecnie w przeszło 20 wersjach (więcej informacji na ten temat, oraz pełną klasyfikację znaleźć można w artykule “Co to jest PrimaLoft?”), a do tego na rynku nie brakuje rozwiązań autorskich, przygotowywanych przez konkurencję legendarnej marki (takie wypełnienia potocznie też nazywane bywają… “primaloftami”). Co stoi za sukcesem sztucznych ocieplin? To przede wszystkim zasługa dwóch właściwości: dużo wyższej, w porównaniu z puchem naturalnym, odporności na wilgoć oraz atrakcyjnej ceny – ale o tym będzie już w dalszej części artykułu.
Ociepliny typu PrimaLoft podzielić możemy na dwie główne grupy:
  • Wykonane z włókien ciętych (o lepszej termice, ale mniejszej trwałości, wymagające stosowania w kurtce przeszyć);
  • Wykonane z włókien ciągłych (o gorszej termice, ale uchodzące za bardziej trwałe).
Możemy też spotkać rozwiązania kompromisowe, w których włókna cięte występują obok włókien ciągłych.

PrimaLoft czy puch? Porównanie właściwości

Jak widać mamy do dyspozycji dwa znacznie różniące się od siebie surowce. Jeśli zastanawiasz się, na który z nich postawić, wybór powinien być łatwiejszy po lekturze poniższego zestawienia. Polem konfrontacji pomiędzy puchem a PrimaLoftem (jako sztandarowym przedstawicielem syntetyków) będzie 7 kategorii, które – naszym zdaniem – mają największy wpływ na decyzje zakupowe.

Właściwości izolacyjne

Ten podpunkt najlepiej zobrazować przykładem. Załóżmy, że mamy dwie kurtki, w których znajduje się identyczna ilość ociepliny, z tym że w jednej jest puch, a w drugiej syntetyk. Jak myślisz, która będzie cieplejsza? Oczywiście w tej konkurencji wygrywa puch, a zwycięstwo jest wypadkową lepszej sprężystości. Syntetyki z najwyższej półki (takie, jak stworzony przez firmę PrimaLoft przy współpracy z marką The North Face – Thermoball™) oferują sprężystość na poziomie 600 cui, podczas, gdy wśród „puchówek” znajdziemy takie o parametrach dochodzących do 1000 cui (np. techniczna kurtka Rab Zero G Jacket).


Ciepła kurtka puchowa


W technicznej kurtce Rab Zero G Jacket ocieplinę tworzy puch o znakomitej sprężystości 1000 cui. (fot. 8a.pl)
Dlaczego to właśnie sprężystość jest aż tak ważna? Wypełnienia, które sprawniej zwiększają swoją objętość potrafią też zatrzymać wewnątrz większą ilość powietrza, a to w prosty sposób przekłada się na lepszą izolację.
Co ciekawe zakładając na siebie kurtkę puchową, mamy wrażenie, że jej właściwości termiczne “aktywują” się od razu, podczas, gdy syntetyki “grzać” zaczynają dopiero po chwili.

Waga i gabaryty

Te cechy są ściśle związane z punktem zamieszczonym powyżej, a najlepiej zobrazuje je przykład, w którym odwrócimy nieco opisywaną już sytuację. Gdybyśmy mieli przymierzyć dwie kurtki oferujące dokładnie taką samą izolację termiczną – ta z wypełnieniem naturalnym będzie lżejsza. Co więcej – da się ją skompresować do mniejszych wymiarów. Nic więc dziwnego, że “minimaliści” skłaniają się do zakupu odzieży bazującej na puchu, która może wyglądać niepozornie, ale jest w stanie zapewnić bardzo solidną ochronę.


Mały śpiwór puchowy


Wyroby zawierające puch to propozycja dla górskich minimalistów. Na zdjęciu ultralekki śpiwór Pajak Prime Highland. (fot. 8a.pl)

Odporność na wilgoć

To “konkurencja”, dla której właściwie powstały ociepliny syntetyczne, więc ich przewaga nie może podlegać dyskusji. Mokry puch, o czym już wspominaliśmy, zupełnie traci swoje właściwości izolacyjne, do czasu pełnego wyschnięcia. Niektórzy producenci próbują temu zaradzić stosując impregnację. Owocem takiego zabiegu jest puch hydrofobowy – mniej skory do absorbowania wilgoci i szybciej wysychający po przemoczeniu, ale za to o niższej trwałości, gdy porównamy go do puchu w naturalnej postaci.
Jeśli wybieramy się w miejsce słynące z częstych opadów, lepiej postawić na syntetyki, których włókna są zdolne do wytworzenia wysokiego napięcia powierzchniowego, a dodatkowo bardzo często pokrywa się je hydrofobową warstwą DWR. Dzięki temu krople wody są odpychane, a takie wypełnienie w dużo mniejszym zakresie chłonie wilgoć.
Niezwykle istotne jest to, że włókna syntetyczne, pod wpływem cieczy nie tracą zdolności do rozprężania się. Dzięki temu PrimaLoft i rozwiązania pokrewne są w stanie chronić nas przed utratą ciepła, nawet gdy nasiąknęły wody (chociaż zakres tej ochrony też bywa nieco ograniczony).


śpiwory puchowe

Oddychalność

Zwiewny puch umożliwia lepszą cyrkulację powietrza, niż bardziej zbite syntetyki. Lekkie śpiwory z takim wypełnieniem są więc dobrą propozycją dla osób planujących biwaki w cieplejszych porach roku. Zalety produktów puchowych docenią także osoby, które mają skłonności do szybszego przegrzewania się.

Trwałość

W tej kategorii lepiej wypada puch, a to za sprawą zwiększonej odporności na kompresję. Ociepliny syntetyczne zdecydowanie gorzej znoszą wszelkie próby zmniejszania ich objętości, bo mają większe skłonności do zbijania się. Jeśli jednak zależy nam na wytrzymałej odzieży, bądź śpiworze z wypełnieniem typu PrimaLoft, dobrze jest zainwestować w model zawierający włókna ciągłe. Alternatywa w postaci włókien ciętych, bardzo nie lubi, gdy jest ściskana (kompresja prowadzić może do nieodwracalnych zmian w strukturze włókien), ale też gorzej znosi pranie.

Alergeny

Wśród nas są osoby, dla których jeden czynnik jest rozstrzygający i to niezależnie od zalet wymienionych we wcześniejszych punktach. Mowa o alergikach, uczulonych na pierze. Na szczęście odzież z ociepliną syntetyczną jest pod tym względem neutralna i można z niej korzystać bez obaw.
Śpiwór w dobrej cenie
Produkty z ociepliną syntetyczną są dużo tańsze od „puchówek”. Na zdjęciu śpiwór Fjord Nansen Drammen z poliestrowym wypełnieniem Eko Loft Hollowfiber. (fot. 8a.pl)

Cena

Na koniec cena, czyli jeden z najważniejszych argumentów przemawiających za PrimaLoftem oraz innymi syntetykami. Wyższa kwota, jaką trzeba przeznaczyć na produkty wykorzystujące puch, nie jest efektem chwilowej mody, która nakręciła koniunkturę. Wynika ona z tego, że proces pozyskiwania naturalnego surowca generuje dużo większe koszty. Kaczki bądź gęsi trzeba wyhodować (tego procesu nie sposób pominąć, trudno też przyspieszyć). Jeśli zależy nam na tym, by przed zimnem chroniła nas ocieplina o najwyższych parametrach, zwierzęta muszą być zdrowe, a to wiąże się z zapewnieniem im odpowiednich warunków i właściwej diety. Zresztą szanujący się producenci zamawiają surowiec jedynie w najlepszych hodowlach, które działają tak, by do minimum ograniczyć cierpienie zwierząt. O przestrzeganiu przez producentów rygorystycznych norm w tym zakresie świadczy znaczek RDS (Responsible Down Standard) w specyfikacji produktu. Wytworzenie ociepliny syntetycznej nie wymaga tyle zachodu, jest więc po prostu tańsze. Dla przykładu zobaczmy, jak sprawa się ma w kategorii „śpiwory”. Gdy interesują nas syntetyki i planujemy biwakować w cieplejszych miesiącach, jesteśmy w stanie znaleźć solidny model w cenie nieprzekraczającej 200 – 250 zł. Jeśli celujemy w puchówki, nasz budżet powinien być przynajmniej trzy razy wyższy.
Primaloft czy puch
PrimaLoft czy puch? Odporność na wilgoć i atrakcyjna cena vs znakomita termika, minimalistyczna forma i świetna oddychalność. Wybór nie zawsze jest prosty. Na zdjęciu śpiwór z wypełnieniem syntetycznym The North Face Cat’s Meow oraz „puchówka” The North Face Gold Kazoo. (fot. 8a.pl)

A więc co wybrać?

Jak widać decyzja nie jest taka prosta, a przecież to dopiero pierwsze pytanie, na które musisz sobie odpowiedzieć zanim zdecydujesz się na zakup kurtki, spodni, rękawic czy na przykład śpiwora. Oba rozwiązania mają swoje atuty, ale też nie są wolne od wad. Optymalny wybór to więc wypadkowa wiedzy o produkcie i umiejętności przewidywania sytuacji, w jakich będziesz go używać oraz chłodnej kalkulacji (bo nie zawsze potrzebne są rozwiązania najdroższe). Puch jest pierwszym wyborem dla tych, którzy udają się w rejony suche i mroźne lub preferują wędrówki na lekko. Syntetyki wybierają osoby, dla których kluczowe znaczenie ma cena. To także świetna propozycja dla odwiedzających bardziej mokre zakątki globu lub dla pragnących wędrować w porach przejściowych, gdy równie prawdopodobne co opady śniegu są ulewy.


Kurtka z puchem i PrimaLoftem


Kurtka Black Diamond Cold Forge Hoody to przykład rozwiązania hybrydowego. Jej ocieplina składa się w 70% z impregnowanego gęsiego puchu, a w 30% z włókien syntetycznych. (fot. 8a.pl)
Jeśli nadal nie możesz się zdecydować PrimaLoft czy puch, producenci mają dla ciebie także rozwiązania hybrydowe, łączące w sobie oba patenty. Miks puchu oraz syntetycznych włókien z poliestru znajdziesz m.in. w wypełnieniach, które funkcjonują pod nazwami Silver Down Blend i Gold Down Blend (takie rozwiązanie znajdziemy np. w kurtce Black Diamond Cold Forge Hoody). Zresztą zespoły naukowe zajmujące się tematem sztucznej ociepliny nie próżnują, raz po raz przedstawiając swoje nowe pomysły. „Puch syntetyczny” ewoluuje i nie jest wykluczone, że wypełnienia stworzone w sterylnych laboratoriach dorównają kiedyś pod każdym względem produktom zaczerpniętym z natury.

Żródło

 

sobota, 13 maja 2017

Bikapacking czy sakwiarstwo czyli moda czy wygoda.

 W ostatnich latach bardzo rozwinęła się moda na bikapacking. Ale czym jest bikapacking? Idea bikapackingu polega na zabraniu minimalistycznego wyposażenia biwakowego i upakowania go do toreb przytroczonych bezpośrednio do elementów roweru czyli kierownicy, ramy czy sztycy podsiodłowej. Idea jest słuszna gdyż odpada nam zakup bagażnika. W efekcie otrzymujemy bardzo lekko wyglądający rower.



Jednak minimalizm okupiony zawsze jest wygodą a raczej jej braku i z czasem zamiast alumaty czy spania na świerkowych gałązkach pragniemy mieć matę samopompującą, zamiast tarpa pragniemy mieć namiot a zamiast kubka pragniemy mieć pełny komplet naczyń turystycznych. Dlatego z czasem zgrabny rower staje się maksymalnie objuczonym osiołkiem....




Taki rower jest już bardzo ciężki a wysoko umieszczony środek ciężkości powoduje, że rower jest mało stabilny w prowadzeniu. Ponadto mnogość torebek powoduje, że mamy kolosalny problem w szybkim rozpakowaniu się np podczas wsiadania do pociągu.

Z czasem zaczyna brakować miejsca na rowerze więc dodatkowy bagaż zaczynamy przenosić na plecy.




Jak widać jest to bardzo powszechne zjawisko ale czy należy podążać tą drogą? Wielodniowa jazda z kilkukilogramowym worem na plecach ani nie jest przyjemna, ani zdrowa ani bezpieczna. Dlatego aby zdjąć ciężar z pleców, poprawić stabilność jazdy oraz zdecydowanie poprawić przyjemność w podróżowaniu wymyślono sakwy.




Jednak aby nie być gołosłownym dokonajmy porównania bikapackingu i sakwiartswa w liczbach na przykładzie dwóch renomowanych producentów w tych dziedzinach. Na tapetę weźmiemy Apidurę i Ortlieba.

Oto pełne wyposażenie jakie możemy otrzymać od Apidury by w sposób maksymalny załadować swój rower.


Apidura Handlebar Pack Dry 14L za 529 pln




Apidura Accesory Pocket (Handlebar ) 14 l za 223 pln




Apidura Full Frame Pack (large) 14 l za 772 pln






Apidura Saddle Pack Dry 14L za 640 pln



Apidura Top Tube Pack (extended) 0,8 l za 193 pln


Podsumowanie

Apidura Handlebar Pack Dry 14L za 529 pln
Apidura Accesory Pocket (Handlebar za 223 pln.
Apidura Full Frame Pack (large) za 772 pln
Apidura Saddle Pack Dry 14L za 640 pln
Apidura Top Tube Pack (extended) 0,8 l za 193 pln

Otrzymujemy więc za 2357 pln zestaw  sakw o łącznym litrażu 42,8.



A oto jak wygląda przykładowa jazda na takim zestawie.

https://youtu.be/uOXz0_joOFI

A jak to wygląda  na przykładzie sakw Ortlieba?


ORTLIEB TORBA NA KIEROWNICĘ ULTIMATE 6 M CLASSIC BLACK 7L new 2017 za 319,90 pln




ORTLIEB SAKWY TYLNE BACK-ROLLER CITY BLACK 40L za 349,90 pln





ORTLIEB SAKWY UNIWERSALNE SPORT-ROLLER CITY BLACK 25L za 299,90 pln






ORTLIEB WOREK DRY BAG 13 l za 84,90 pln


Podsumowanie:

ORTLIEB TORBA NA KIEROWNICĘ ULTIMATE 6 M CLASSIC BLACK 7L new 2017 za 319,90 pln
ORTLIEB SAKWY TYLNE BACK-ROLLER CITY BLACK 40L za 349,90 pln
ORTLIEB SAKWY UNIWERSALNE SPORT-ROLLER CITY BLACK 25L za 299,90 pln
ORTLIEB WOREK DRY BAG 13 l za 84,90 pln
 

W efekcie otrzymujemy 84 litrowy zestaw sakw za kwotę 1054,6 pln.



Wychodzi na to, że bikapacking jest 4 razy droższą formą podróżowania lub ideą, która pomieści 2 razy mniej bagażu.

A może tak by pomieszać obydwa style i wypracować własny styl?
Ja wziąłem małe sakwy Ortlieba oraz torbę na kierownicę i w ten sposób podróżują po mało dostępnych rowerowo miejscach.








Dlatego zanim ślepo pogonimy za modą proszę się zastanowić nad wszelkimi walorami każdego sposobu podróżowania.

poniedziałek, 17 października 2016

Gdy się asfalt topi czyli jak radzić sobie z upałami.




Oczywiście jazda na krótkich dystansach w trakcie upałów przebiega z grubsza tak samo jak w dowolną inną pogodę. Kilka kilometrów do pracy na rowerze może być nawet przyjemniejsze niż stanie w pełnym słońcu na przystanku lub duszenie się w teoretycznie klimatyzowanej metalowej puszce pociągu, samochodu czy autobusu. Do dłuższych wypraw rowerowych w trakcie upałów warto się jednak trochę przygotować.

Czas i miejsce

Najlepiej unikać jazdy w upale i dlatego dobrze jest wyprawy rowerowe realizować po za sezonem letnim zwłaszcza na południu  Europy. Jeśli jednak chcemy zwiedzić ten zakątek to proponuję to zrobić wczesną wiosną lub późną jesienią. Temperatury wówczas oscylują jak podczas naszego lata więc przyjemność z jazdy będzie znacząca. 
Co jednak jeśli dysponujemy urlopem tylko w sezonie letnim? I na to jest sposób. Proponuję zwiedzać kraje skandynawskie a także kraje położone nad brzegiem Atlantyku. Tam przegrzanie nam nie grozi ale za to możemy się spodziewać chłodnej i deszczowej aury.



Odzież. 

Zapomnijcie o obcisłych kolarskich ciuszkach. O wiele chłodniej jest w jasnej koszuli z długimi rękawami. Chroni nas bezpośrednio przed słońcem a powietrze cyrklujące pod koszulą zapewni nam odpowiedni mikroklimat. Oczywiście polecam kolory jasne, które nie tylko, że nie absorbują promieni słonecznych to jeszcze sprawiają, że na drodze jesteśmy widoczni. Na rynku jest wiele koszul outdoorowych. Są one głównie z krótkimi rękawami ale ja zdecydowanie polecam z długimi.




Podobnie jest ze spodniami. Spodnie kolarskie z wkładką są przeważnie ciemne więc jest w nich zbyt gorąco a wkładka strasznie odparza nam cztery litery. Tu także polecam spodnie outdoorowe w jasnych kolorach. Tym razem proponuję spodnie 2 w 1 a nawet 3 w 1 czyli z odpinanymi nogawkami. Owe spodnie mają także tę przewagę nad kolarskimi, że są kilkakrotnie bardziej odporne na uszkodzenia mechaniczne a po praniu lub zmoczeniu wysychają w przeciągu kilku godzin gdy tymczasem sama wkładka w spodniach kolarskich potrafi schnąć prawie cały dzień.



Przykładowe produkty

http://taternik-sklep.pl/koszula-damska-marmot-annika-ls.html 


Nakrycie głowy

Dopełnieniem koszuli i spodni jest nakrycie głowy. Chusta, czapka (najlepiej z daszkiem) - to podstawowe sposoby pozwalające nie wystawiać głowy na silne promieniowanie naszej rodzimej gwiazdy. Ale ... Zapomnijcie o kasku! Kask wbrew pozorom tylko w znikomym stopniu przyczynia się do zmniejszenia odczuwania temperatury.
 Osobiście ja polecam jazdę w kapeluszu outdoorowym.  O wiele chłodniej jest w kapeluszu czy chuście moczonej co godzinę w zimnej wodzie. Jest to znany sposób pielgrzymów pieszych. To działa jak klimatyzacja.





 Okulary

Okulary z filtrem UV nie tylko sprawiają, że jedzie się nam bardziej komfortowo, że wzrok się nie męczy, a ostre słońce nie sprawia nam bólu, ale także chronią tęczówkę naszych oczu przed niezauważalnym, a szkodliwym wpływem promieniowania UVA i UVB. Dłuższe przebywanie na słońcu bez ochrony oczu prowadzić może do zapalenia spojówek, rogówki, a nawet do oparzenia plamki, prowadzącego do ślepoty i innych bardzo niemiłych schorzeń. Okulary dodatkowo chronią oczy cyklisty przed drobinkami piasku, kurzu czy owadami, mogącymi dostać się do oczu w czasie jazdy.



Woda.

Podczas jazdy organizm chłodzi się nie tylko dzięki pędowi powietrza (ach ten przyjemny powiew!), ale też dzięki poceniu się. Gdy temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza dużej wagi nabiera więc odpowiednio szybkie uzupełnianie płynów, by niedobory wody w organizmie uzupełniać. W skrajnych warunkach pogodowych i przy wyjątkowo intensywnym pedałowaniu warto pić nawet ponad litr cieczy na godzinę.
Najlepsze będą oczywiście napoje izotoniczne (lepiej się wchłaniają, a w dodatku uzupełniają nie tylko wodę, ale i składniki mineralne), ale dla osób jadących mniej intensywnie w zupełności wystarczą woda mineralna, napoje lub soki. Osobiście ja polecam stosować miejscowe sposoby gaszenia pragnienia. I tak na Ukrainie wyśmienity jest kwas chlebowy, w Polsce zsiadłe mleko a w krajach bałkańskich herbata.



Obuwie.


Sandały są obuwiem, które bardzo dobrze chłodzą stopę. Jednocześnie oszczędzamy na praniu skarpetek. Dostępne są na rynku sandały do bloków więc można w nich nawet jeździć na szosie. Jednocześnie chodzenie w nich jest bardzo komfortowe. Ja na wyprawach letnich praktycznie cały czas jeżdżę w sandałach. Buty pełne trzymam tylko w rezerwie.



Unikajcie asfaltu! 


 Temperatura na nim jest o kilkanaście stopni większa niż na drodze gruntowej i osiąga temperaturę ponad 40 st Celsjusza. Chyba nie muszę przekonywać, że pedałowanie  w takim piekarniku to nic przyjemnego. Dlatego podczas jazdy kiedy operacja słoneczna jest największa proponuję zjechać z asfaltu na drogę szutrową lub nawet gruntową. Jednak nie polecam jazdy po piasku gdyż zamiast się chłodzić będziemy jeszcze bardziej narażeni na wysoką temperaturę z poparzeniami włącznie.



Postoje tylko w cieniu

Pewnie zauważyliście to sami: Dopóki jedziemy na rowerze, jest fajnie - nie pocimy się mocno, a pęd powietrza sprawia, że jazda jest całkiem przyjemna. Wystarczy jednak zatrzymać się choćby na chwilę, np. na światłach, by poczuć się jak mięso opiekane na grillu lub na patelni.
Jest na to sposób - nie zatrzymywać się. Oczywiście nie namawiamy nikogo by przejeżdżać na czerwonym świetle, lecz by widząc przed sobą czerwone światło nieco zmniejszyć tempo jazdy - tak by do sygnalizatora dojechać dopiero w momencie, gdy światło będzie się już zmieniać na zielone.
Jeżeli już musimy się zatrzymać, starajmy się znaleźć choć trochę cienia. Schowanie się przed słońcem za ciężarówką, pod drzewem, czy za budynkiem sprawi, że postój będzie znacznie przyjemniejszy.
Jednocześnie dobrym sposobem na złagodzenie upału jest jazda pod wiatr.



Uwaga podczas kąpieli

Wielu cyklistów łączy wycieczki rowerowe z kąpielami w jeziorach, rzekach, czy innych zbiornikach wodnych. W upały to świetny sposób na ochłodzenie się i orzeźwienie przed dalszą jazdą. Warto jednak do wody podchodzić z ostrożnością - zanurzajmy się w niej powoli i nie wypływajmy dalej od brzegu zanim nasz organizm choć trochę nie oswoi się z chłodną wodą - unikniemy zdradliwych szoków termicznych i skurczy, które w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do tragedii.
Po wyjściu z wody koniecznie przebierzmy się w suche ubranie - mokre kąpielówki mogą być przyczyną powstania nieprzyjemnych otarć na wewnętrznej stronie ud cyklisty. Mokre skarpetki lub buty też nie są dobrym pomysłem.



Apteczka

Jeszcze przed wyruszeniem na trasę warto się przygotować do jazdy. Mam tu na myśli przede wszystkim nasmarowanie skóry (nie tylko twarzy) kremem z wysokim filtrem UV (np UV 50). Jazda na rowerze w pełnym słońcu może bowiem skończyć się nie tylko ładną opalenizną, ale wręcz oparzeniami słonecznymi i bąblami. Zwłaszcza jeżeli nasza trasa liczy więcej niż kilka czy kilkanaście kilometrów, a my ruszamy na nią w okolicach południa.
Krem nie tylko wcieramy przed jazdą. Zabieramy go też ze sobą, a aplikację ponawiamy na postojach. Producenci zwykle zalecają, by robić to co około godzinę lub dwie - to akurat świetnie wpasowuje się w rytm jazdy rowerem.
Krem z filtrem to nie wszystko. Jeśli jesteśmy szczególnie wrażliwi na promieniowanie słoneczne to warto apteczkę wyposażyć w wapno i pić je regularnie.